Jeszcze niedawno dla wielu inwestorów ZondaCrypto była po prostu kolejną platformą do obrotu kryptowalutami. Dziś coraz częściej pada w zupełnie innym kontekście jako przykład tego, jak wygląda zderzenie rynku pozbawionego realnego nadzoru z rzeczywistością, w której zaczynają znikać pieniądze. I trzeba to powiedzieć wprost: nie mamy już do czynienia z problemem technicznym. To nie jest kwestia „chwilowych trudności z wypłatą środków”.

Z dostępnych informacji wynika, że sytuacja ma charakter systemowy i może dotyczyć zarówno płynności, jak i samego sposobu przechowywania aktywów klientów. Postępowanie karne prowadzone przez prokuraturę dotyczy podejrzenia poważnych przestępstw, a skala strat liczona jest w setkach milionów złotych.

W tle mamy jeszcze jeden, kluczowy element, a mianowicie międzynarodowy charakter sprawy. Podmiot obsługujący klientów z Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie jest spółką polską. To oznacza, że odzyskanie środków nie będzie tylko problemem prawnym, ale przede wszystkim problemem egzekucyjnym.

Najważniejsze pytanie: gdzie są pieniądze?

W tego typu sprawach bardzo szybko okazuje się, że prawo i praktyka to dwie różne rzeczy. Można mieć rację. Można wygrać proces. Można uzyskać prawomocny wyrok. Tyle tylko, że jeżeli po drugiej stronie nie ma realnego majątku i wówczas wyrok nie ma większego znaczenia.

To jest dokładnie ten moment, w którym doświadczenie z postępowań upadłościowych staje się kluczowe. Jak podkreśla r. pr. Jacek Firlej, który na co dzień pełni funkcję syndyka, w praktyce o skuteczności dochodzenia roszczeń nie decyduje wyłącznie to, kto ma rację, ale to, czy istnieją aktywa, które można zidentyfikować i zabezpieczyć. W postępowaniach upadłościowych wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, w której wierzytelności są bezsporne, a mimo to poziom zaspokojenia wierzycieli jest znikomy. Dlaczego? Bo majątek został wcześniej rozproszony, przetransferowany lub po prostu już go nie ma. I to jest realne ryzyko również w sprawie ZondaCrypto.

Dlaczego postępowanie karne jest dziś kluczowe

Z perspektywy praktyki to właśnie postępowanie karne daje największą szansę na odzyskanie pieniędzy. Nie dlatego, że jest szybsze. Wręcz przeciwnie, często trwa latami. Ale dlatego, że umożliwia coś, czego nie daje klasyczny proces cywilny, a mianowicie szybkie zabezpieczenie majątku. To moment, w którym można jeszcze „zamrozić” środki. Ustalić przepływy. Zidentyfikować portfele kryptowalutowe. Zablokować rachunki.

Jeżeli ten etap zostanie przegapiony, późniejsze działania często mają już charakter wyłącznie formalny. Z doświadczenia syndyka wynika, że największym błędem wierzycieli jest czekanie. W sprawach, gdzie aktywa mogą zostać szybko przemieszczone, czas działa wyłącznie na korzyść dłużnika.

Coraz głośniejszy wątek: odpowiedzialność Skarbu Państwa

Obok roszczeń wobec samej platformy coraz częściej pojawia się pytanie o odpowiedzialność państwa. Czy można powiedzieć, że system zawiódł?

Punktem wyjścia jest rozporządzenie MiCA, czyli unijna regulacja rynku kryptoaktywów. Wprowadza ona obowiązek nadzoru, licencjonowania i ochrony klientów. Problem polega na tym, że zanim mechanizmy te zaczęły działać w praktyce, rynek funkcjonował przez lata w przestrzeni bardzo ograniczonej kontroli.

I właśnie w tej „luki regulacyjnej” wielu klientów powierzało swoje środki platformom takim jak ZondaCrypto. Z prawnego punktu widzenia konstrukcja roszczenia wobec Skarbu Państwa opiera się na art. 417 i 417¹ kodeksu cywilnego. Chodzi o odpowiedzialność za bezprawne zaniechanie władzy publicznej, w tym brak stworzenia skutecznego systemu nadzoru. To kierunek, który jest realny, ale jednocześnie bardzo wymagający.

Dlaczego te sprawy przeciwko Skarbowi Państwa będą trudne?

Największy problem nie polega na wskazaniu podstawy prawnej. Problem polega na udowodnieniu związku przyczynowego. Trzeba będzie wykazać, że gdyby państwo działało prawidłowo:

  • podmiot taki jak ZondaCrypto nie funkcjonowałby w obecnej formie,
  • albo jego działalność zostałaby wcześniej ograniczona,
  • albo klienci nie powierzyliby mu środków.

To jest bardzo wysoki próg dowodowy. Z drugiej strony państwo będzie wskazywać, że działało w ramach przewidzianego przez prawo unijne okresu przejściowego. Będzie podnosić, że proces regulacyjny nie mógł zostać przeprowadzony szybciej. W praktyce oznacza to, że sprawy przeciwko Skarbowi Państwa będą długotrwałe i skomplikowane. Ale nie można ich wykluczyć – szczególnie w sprawach o dużej wartości.

Co dziś wiemy – i co budzi największy niepokój

Najbardziej niepokojące jest to, że problem może mieć charakter strukturalny, a nie incydentalny. Z ustaleń wynika, że już wcześniej mogły występować problemy z dostępem do części środków, w tym znaczących zasobów kryptowalut przechowywanych w tzw. zimnych portfelach. Pojawia się również wątek osoby posiadającej dostęp do kluczy prywatnych, która miała przebywać poza Unią Europejską.

Jeżeli te informacje się potwierdzą, problem nie polega na „blokadzie wypłat”. Problem polega na tym, że część środków może być faktycznie niedostępna. Z punktu widzenia praktyki upadłościowej to scenariusz najtrudniejszy, bo oznacza, że masa majątkowa, z której można by zaspokoić wierzycieli, jest ograniczona lub nie istnieje.

Jakie są realne perspektywy odzyskania pieniędzy?

Nie ma jednej odpowiedzi, ale jedno można powiedzieć z dużą dozą pewności. W tego typu sprawach o wyniku nie decyduje wyłącznie prawo. Decyduje to, czy istnieją aktywa.

Jeżeli środki zostaną zidentyfikowane i zabezpieczone, to szansa na ich odzyskanie istnieje. Jeżeli zostały rozproszone lub utracone, to nawet najlepszy wyrok nie zapewni realnego zwrotu pieniędzy.

Roszczenia wobec ZondaCrypto są konieczne. Roszczenia wobec Skarbu Państwa mogą być istotnym uzupełnieniem. Ale kluczowe pozostaje jedno: szybkie i skoordynowane działanie. Bo w sprawach takich jak ta czas nie jest neutralny. Czas działa przeciwko poszkodowanym.

Osoby zainteresowane tym tematem zachęcamy również do zapoznania się z tym ARTYKUŁEM, w którym w szczegółowy sposób opisujemy całą sytuację.