Słup energetyczny albo linia na działce budowlanej to często coś więcej niż „niewygoda”. W praktyce potrafi zablokować projekt domu, utrudnić uzyskanie pozwolenia na budowę, ograniczyć możliwość zagospodarowania ogrodu, a przy sprzedaży nieruchomości stać się pierwszym pytaniem kupującego: „czy kwestia tego słupa na działce jest uregolowana?”.
W tym artykule wyjaśniam, kiedy właścicielowi działki przysługuje wynagrodzenie (potocznie nazywane odszkodowaniem) za urządzenia energetyczne na nieruchomości, o jakich roszczeniach mowa i jak wygląda dochodzenie praw krok po kroku. Pokażę też, dlaczego w sporach z przedsiębiorstwami przesyłowymi coraz większe znaczenie ma ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący zasiedzenia w sprawach przesyłowych i co ta zmiana może oznaczać dla właścicieli domów i działek budowlanych. Nazywam się Daniel Ostaszewski (jestem radcą prawnym, mediatorem i syndykiem) i od lat walczę o prawa konsumentów w Polsce. Zapraszam do lektury. Jeżeli masz pytania napisz lub zadzwoń.
Słup na działce budowlanej, problem faktyczny i prawny
Większość osób posiadających na swoich nieruchomościach słup, zaczyna od bardzo prostego odczucia: „stoi słup i przeszkadza”. Problem w tym, że przy działce budowlanej to „przeszkadza” szybko zamienia się w konkretne ograniczenia, które mają wartość w złotówkach.
Jaki wpływ ma niechciany słup na nieruchomość?
Po pierwsze: zabudowa. Linie i słupy wiążą się z określoną strefą użytkowania (w praktyce: pas terenu, w którym nie możesz swobodnie budować, robić trwałych nasadzeń, czasem nawet planować wjazdu czy ogrodzenia tak, jak byś chciał). Często problem zaczyna być zauważalny dopiero na etapie projektu albo uzgodnień, a wtedy zaczyna się zmieniania projektu, przesuwanie domu, rezygnacja z garażu, zmiana układu. Przykład z mojej praktyki: ostatnio zwrócił się do mnie klient, który kupił działkę budowlaną w atrakcyjnej cenie, chciał wybudować dom. jakie było jego zdziwienie gdy okazało się, że przez środek działki pod ziemią przebiega rurociąg i wybudowanie czegokolwiek jest praktycznie niemożliwe. Niestety przez lata nikt nie uregulował sytuacji prawnej służebności.
Po drugie: wartość i „sprzedawalność” nieruchomości. Działka z nieuregulowanym słupem jest po prostu mniej atrakcyjna. Kupujący albo bank (przy kredycie) potrafią dopytywać: czy jest służebność, czy są warunki, czy przedsiębiorstwo ma w ogóle tytuł prawny. I to nie są pytania „z ciekawości”.
Po trzecie: wejścia serwisowe i eksploatacja. Jeżeli brak jest jasnych zasad (umowy, służebności), właściciel często nie wie, na co się godzi, a na co nie. Pojawiają się klasyczne konflikty: wycinka drzew, wjazd ciężkiego sprzętu, naprawy „na szybko”, szkody w ogrodzeniu czy nawierzchni.
I tu dochodzimy do sedna: w wielu sprawach nie chodzi tylko o to, że infrastruktura stoi, ale o to, czy stoi legalnie (czyli na podstawie konkretnego tytułu prawnego) i na jakich zasadach. Jeżeli te zasady nie zostały uregulowane – albo zostały uregulowane „na szybko” – właściciel ma narzędzia, żeby domagać się uregulowania sytuacji i wynagrodzenia.
3 najczęstsze sytuacje, z którymi trafiają do nas właściciele domów i działek budowlanych
W praktyce sprawy o ustanowienie służebności są do siebie bardzo podobne. Różnią się detalami (napięcie, szerokość pasa, liczba słupów), ale punkt wyjścia zwykle jest jeden z trzech.
1) „Nigdy nic nie podpisywałem” – brak umowy i brak wpisu w księdze wieczystej
To najczęstszy scenariusz. Słup stoi „od zawsze”, czasem jeszcze z czasów poprzednich właścicieli, a w dokumentach nie ma nic: żadnej umowy, żadnej decyzji, żadnego wpisu służebności w księdze wieczystej. Właściciel dowiaduje się o skali problemu dopiero wtedy, gdy chce budować, rozbudować dom albo sprzedać działkę.
W takim układzie kluczowe jest ustalenie, czy przedsiębiorstwo przesyłowe ma w ogóle tytuł prawny do korzystania z gruntu, a jeśli nie, jakie roszczenia przysługują właścicielowi (i za jaki okres).
2) „Kiedyś coś podpisano, ale nikt nie wie co”, dokumenty niejasne albo symboliczne
Drugi częsty wariant: gdzieś w papierach jest „zgoda”, „oświadczenie”, czasem jakaś stara umowa. Problem w tym, że te dokumenty często:
- nie mają mapy ani jednoznacznego wskazania przebiegu urządzeń,
- nie określają pasa, w jakim przedsiębiorstwo może korzystać z działki,
- nie regulują zasad wjazdu, wycinek, napraw,
- przewidują kwoty zupełnie nieadekwatne do realnych ograniczeń (albo nie przewidują ich wcale).
Taka sytuacja nie zawsze zamyka drogę do dochodzenia roszczeń. Czasem jest wręcz odwrotnie: dopiero porządna analiza pokazuje, że właściciel „ma papier”, ale w praktyce nie ma zabezpieczonych interesów.
3) „Mamy zasiedzenie, więc nic się nie należy” – klasyczna linia obrony energetyki
To zdanie pada w tych sprawach bardzo często. Przedsiębiorstwa przesyłowe lubią argumentować, że skoro urządzenia stoją od wielu lat, to „sprawa jest przedawniona” albo że doszło do zasiedzenia i temat jest zamknięty.
I tu dochodzimy do elementu, który będzie przewijał się przez cały 2026 rok: ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który dotyka właśnie sporów o zasiedzenie w sprawach przesyłowych. W tym artykule sygnalizujemy, co zmieniło się w podejściu do tego argumentu, a w osobnym wpisie rozbierzemy temat na czynniki pierwsze (w tym, kiedy i jak ten wyrok można realnie wykorzystać w konkretnej sprawie)
Jakich roszczeń możesz dochodzić jako właściciel nieruchomości od przedsiębiorstwa przesyłowego (i dlaczego nie wszystko nazywa się „odszkodowaniem”)
Właściciele działek najczęściej mówią: „chcę odszkodowanie za słup”. I to jest zrozumiałe bo realnie ponosisz koszt cudzej infrastruktury. Tyle, że w prawie te roszczenia mają różne podstawy i różny cel. Dobrze dobrana strategia potrafi zrobić różnicę: zarówno co do kwoty, jak i tego, czy sprawę da się zamknąć ugodą, czy trzeba iść do sądu.
1) Wynagrodzenie za ustanowienie służebności przesyłu (uregulowanie stanu prawnego)
To najczęstsza ścieżka w sprawach „o słupy” przy domach i działkach budowlanych. Sens jest prosty: skoro przedsiębiorstwo korzysta z Twojej nieruchomości (bo ma na niej urządzenia i musi je utrzymywać), to powinno mieć do tego jasny tytuł prawny – a Ty powinieneś dostać wynagrodzenie i mieć jasno określony zakres obciążenia.
W praktyce takie ustanowienie służebności przesyłu powinno:
- określić przebieg i zakres pasa (z mapą),
- uregulować zasady wejścia i wykonywania prac,
- ograniczyć „dowolność” przedsiębiorstwa,
- i przede wszystkim: zakończyć stan niepewności, który przy działce budowlanej bywa najbardziej dotkliwy.
2) Wynagrodzenie za bezumowne korzystanie (za okres „wstecz”)
Jeżeli przedsiębiorstwo nie miało tytułu prawnego (brak umowy, brak służebności, brak skutecznej podstawy), pojawia się temat rozliczenia za lata, w których korzystało z gruntu bez umowy. To roszczenie bywa kluczowe, bo właściciel często mówi wprost: „ja nie chcę tylko uporządkować sytuacji na przyszłość, ja przez lata nie mogłem normalnie korzystać z działki”.
To też jest element, który bardzo często motywuje przedsiębiorstwa do rozmów ugodowych, bo robi się z tego realny spór „o pieniądze”, a nie tylko „o wpis w księdze”.
3) Odszkodowanie za konkretną szkodę (zniszczenia, wycinki, wjazdy sprzętu)
Trzecia kategoria to klasyczne odszkodowanie: szkoda w ogrodzeniu, wjazd ciężkiego sprzętu i zniszczona kostka, uszkodzona brama, wycinka drzew czy szkody przy awarii. To są sprawy, które często idą „obok” głównego sporu o służebność, ale nie warto ich pomijać bo w praktyce to właśnie te sytuacje najbardziej frustrują właścicieli.
W kolejnej sekcji pokażę Ci, od czego zależy wysokość wynagrodzenia i co tak naprawdę wpływa na kwoty możliwe do uzyskania od przedsiębiorstwa przesyłoweo.
Od czego zależy wysokość wynagrodzenia za słup (i co w praktyce decyduje o kwocie)
W sprawach dotyczących urządzeń przesyłowych nie ma ustawowego cennika. Wysokość wynagrodzenia za ustanowienie służebności przesyłu (a często także rozliczeń za wcześniejsze korzystanie z nieruchomości) zależy od realnego zakresu ingerencji w prawo własności. Mówiąc prościej: sąd nie każe „płacić za sam słup”, tylko za to, jak bardzo obecność urządzeń ogranicza możliwość korzystania z działki.
W praktyce najważniejsze znaczenie mają: przebieg urządzeń i szerokość pasa, w którym korzystanie z nieruchomości jest ograniczone (w tym dostęp eksploatacyjny), rodzaj infrastruktury (np. linie o różnym napięciu, słupy, odciągi), a przy działkach budowlanych szczególnie to, czy i w jakim stopniu urządzenia utrudniają zabudowę lub zagospodarowanie terenu. W wielu sprawach istotny jest także wpływ urządzeń na wartość nieruchomości. Z tego powodu kluczową rolę odgrywa opinia biegłego (zwykle rzeczoznawcy majątkowego, często z odniesieniem do map i parametrów pasa).
Dla zobrazowania rozpiętości kwot i tego, że są one pochodną konkretnych ustaleń, można przywołać trzy przykłady z orzeczeń sądowych.
W sprawie I Ns 1081/14 sąd ustalił jednorazowe wynagrodzenie na poziomie 51 091 zł, przyjmując model wyceny uwzględniający również trwałe oddziaływanie urządzeń na nieruchomość.
W sprawie I Ns 808/15 zasądzono łącznie 129 556 zł (przy kilku kwotach cząstkowych, zależnych od zakresu obciążenia i powierzchni pasa), co pokazuje, że przy większej skali ingerencji wynik potrafi być istotnie wyższy.
Z kolei w sprawie II Ca 966/22 sąd odwoławczy ustalił wynagrodzenie na poziomie 3 750 zł, co dobrze pokazuje drugi biegun: przy mniejszym zakresie ograniczeń albo innym sposobie wyceny kwota może być relatywnie niewielka.
W tym artykule sygnalizujemy jedynie, jak wygląda logika ustalania wynagrodzenia i skąd biorą się różnice w kwotach. Osobny wpis poświęcimy wyłącznie temu tematowi: pokażemy widełki i większą liczbę przykładów z orzeczeń, z krótkim komentarzem „co podniosło wynik” i „co go obniżyło” w konkretnej sprawie.
Co warto sprawdzić i przygotować, zanim podejmiesz pierwsze działania o odszkodowanie?
Zanim wyślesz pismo do przedsiębiorstwa przesyłowego albo zaczniesz rozmowy „o pieniądzach”, warto wykonać jeden krok, który zwykle przesądza o powodzeniu sprawy: ustalić, czy i na jakiej podstawie prawnej urządzenia stoją na Twojej nieruchomości oraz jaki jest rzeczywisty zakres ograniczeń. Bez tego łatwo wejść w negocjacje z pozycji słabszej albo niepotrzebnie wydłużyć postępowanie.
W praktyce rekomendujemy zacząć od czterech obszarów:
Po pierwsze: księga wieczysta. Należy sprawdzić, czy w dziale III KW widnieje wpis służebności (gruntowej lub przesyłu) oraz jaki jest jej zakres. Brak wpisu nie przesądza jeszcze, że przedsiębiorstwo nie ma żadnego tytułu, ale jest istotnym sygnałem, że stan prawny może być nieuregulowany albo uregulowany tylko częściowo.
Po drugie: dokumenty, które mogą stanowić tytuł prawny przedsiębiorstwa. Warto przejrzeć umowy, zgody poprzednich właścicieli, protokoły, korespondencję z zakładem energetycznym. Często okazuje się, że istnieje jakiś dokument „historyczny”, ale bez mapy, bez jednoznacznego przebiegu i bez określenia pasa służebności. To ma znaczenie, bo inaczej prowadzi się sprawę, gdy przedsiębiorstwo ma pełny, jednoznaczny tytuł, a inaczej, gdy opiera się wyłącznie na twierdzeniach.
Po trzecie: ustalenia techniczne i terenowe. Dobrze jest zebrać podstawowe materiały: zdjęcia urządzeń, szkic sytuacyjny, wydruk mapy ewidencyjnej lub zasadniczej z zaznaczeniem przebiegu linii, a przy planowanej budowie także informację, gdzie ma stanąć budynek, wjazd, garaż. W sprawach działek budowlanych to kluczowe, bo pokazuje, że ograniczenia są realne, a nie „teoretyczne”.
Po czwarte: kontekst planistyczny. Jeżeli działka jest objęta MPZP albo korzystasz z warunków zabudowy, warto mieć te dokumenty pod ręką. Często nie chodzi o sam fakt istnienia urządzeń, tylko o to, czy przez pas ograniczeń tracisz możliwość zabudowy w najbardziej racjonalnym miejscu na działce.
Tak przygotowany materiał pozwala przejść do kolejnego etapu w sposób uporządkowany: najpierw określić, jakie roszczenia są zasadne w danej sprawie, a następnie wybrać właściwą ścieżkę działania. W kolejnej części opisuję, jak w praktyce wygląda dochodzenie roszczeń krok po kroku: od wezwania i negocjacji, po postępowanie sądowe, jeżeli rozmowy nie przynoszą efektu.
Jak wygląda dochodzenie roszczeń krok po kroku
Po zebraniu podstawowych dokumentów i ustaleniu, czy przedsiębiorstwo przesyłowe ma tytuł prawny do korzystania z nieruchomości, można przejść do właściwych działań. W praktyce sprawy dotyczące słupów i linii na działkach budowlanych prowadzi się etapowo. Wynika to z tego, że część przedsiębiorstw jest gotowa do rozmów ugodowych, ale zwykle dopiero wtedy, gdy właściciel przedstawia uporządkowany materiał i jasno formułuje roszczenia.
1) Analiza stanu prawnego i wybór celu postępowania
Na tym etapie kluczowe jest rozstrzygnięcie, czy priorytetem jest przede wszystkim:
- uregulowanie stanu prawnego na przyszłość (ustanowienie służebności przesyłu i określenie jej zakresu),
- rozliczenie okresu wcześniejszego (wynagrodzenie za bezumowne korzystanie),
- czy też oba te elementy równolegle.
To ważne, ponieważ inna jest konstrukcja żądań, inny materiał dowodowy i inny sposób „liczenia” roszczeń. Przy działkach budowlanych szczególne znaczenie ma też to, aby zakres służebności (pas, zasady dostępu, ograniczenia) był opisany precyzyjnie, ponieważ w praktyce wpływa to na możliwość późniejszej zabudowy i spokojnego korzystania z nieruchomości.
2) Wezwanie do uregulowania sytuacji i próba polubownego zakończenia sporu
W wielu sprawach pierwszy formalny krok stanowi wezwanie do:
- zawarcia umowy o ustanowienie służebności przesyłu za wynagrodzeniem,
- ewentualnie dodatkowo do zapłaty wynagrodzenia za dotychczasowe korzystanie z nieruchomości bez tytułu prawnego.
Dobrze przygotowane wezwanie nie polega na ogólnym stwierdzeniu „proszę o odszkodowanie”, tylko precyzuje podstawę roszczeń, wskazuje urządzenia, odnosi się do dokumentów, a także sygnalizuje zakres, jaki powinien zostać objęty służebnością (zwykle z odniesieniem do mapy). To etap, na którym często zaczynają się realne negocjacje – również dlatego, że przedsiębiorstwa wiedzą, iż spór może trafić do sądu i zakończyć się opinią biegłego oraz kosztami postępowania.
3) Postępowanie sądowe, gdy brak porozumienia
Jeżeli rozmowy nie przynoszą efektu, najczęściej wchodzi w grę postępowanie o ustanowienie służebności przesyłu za wynagrodzeniem. W takim postępowaniu sąd co do zasady:
- ustala, czy i w jakim zakresie służebność powinna zostać ustanowiona,
- określa jej przebieg i zakres (zwykle w oparciu o mapę i opinię biegłych),
- ustala należne wynagrodzenie.
W praktyce istotnym elementem jest postępowanie dowodowe, w tym opinia biegłego (często rzeczoznawcy majątkowego, czasem także geodety). To właśnie na etapie opinii najczęściej rozstrzyga się spór co do szerokości pasa, zasad korzystania oraz tego, czy i w jakim zakresie ograniczenia wpływają na wartość i funkcjonalność nieruchomości.
Niezależnie od ścieżki, warto podkreślić jedną rzecz: w sprawach o urządzenia przesyłowe liczy się nie tylko „czy pieniądze się należą”, ale również to, jak zostanie uregulowany zakres obciążenia. Dla właściciela domu lub działki budowlanej często jest to aspekt równie ważny jak samo wynagrodzenie, bo wpływa na bezpieczeństwo planowanej zabudowy i późniejsze korzystanie z nieruchomości.
Jak przedsiębiorstwa przesyłowe bronią się w sprawach o służebność przesyłu i dlaczego ostatni wyrok TK zmienia zasady gry
W sporach o słup lub linię energetyczną na działce budowlanej schemat obrony przedsiębiorstw przesyłowych jest dość powtarzalny. Z punktu widzenia właściciela ważne jest to, żeby te argumenty rozumieć i umieć je „zweryfikować” dokumentami, a nie traktować jako ostateczne rozstrzygnięcie.
Najczęściej pojawiają się trzy linie obrony.
Pierwsza to twierdzenie o zasiedzeniu (najważniejsza). W uproszczeniu: przedsiębiorstwo podnosi, że skoro urządzenia stoją na nieruchomości od wielu lat, to doszło do nabycia prawa odpowiadającego służebności przesyłu w drodze zasiedzenia, a więc właściciel nie może skutecznie domagać się wynagrodzenia lub uregulowania stanu prawnego na swoich warunkach. I właśnie w tym miejscu pojawia się ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2 grudnia 2025 r., sygn. P 10/16. TK uznał, że przepisy kodeksu cywilnego o zasiedzeniu (art. 292 w zw. z art. 285 § 1 i 2 k.c.) rozumiane w ten sposób, iż umożliwiają nabycie przed wejściem w życie przepisów o służebności przesyłu (art. 305¹–305⁴ k.c.) w drodze zasiedzenia służebności gruntowej odpowiadającej treścią służebności przesyłu, są niezgodne z Konstytucją.z orzeczeniem można zapoznać się pod tym linkiem.
Druga linia obrony to powoływanie się na „tytuł prawny” wynikający z dawnych decyzji administracyjnych. W praktyce przedsiębiorstwa próbują wykazać, że urządzenia zostały posadowione w oparciu o decyzje wydawane na podstawie przepisów wywłaszczeniowych (historycznie i współcześnie), a więc korzystanie z nieruchomości ma umocowanie prawne. Co istotne, właśnie do sytuacji, w której takich decyzji nie było, odnosił się problem prawny rozpoznany przez TK w sprawie P 10/16 (Trybunał analizował dopuszczalność „uzupełniania” braku decyzji argumentem zasiedzenia).
Z perspektywy właściciela kluczowe jest tu jedno: samo powołanie się na „jakąś decyzję” nie przesądza sprawy. Trzeba ustalić, czy decyzja w ogóle istnieje, kogo dotyczyła, jaki obejmowała zakres oraz czy rzeczywiście legalizowała posadowienie i eksploatację konkretnych urządzeń na danej nieruchomości.
Trzecia, bardzo częsta linia obrony to spór o zakres. Nawet gdy przedsiębiorstwo przyjmuje, że służebność powinna zostać ustanowiona (lub że trzeba rozmawiać o wynagrodzeniu), pojawia się próba „minimalizowania” pasa służebności i ograniczeń: wąski pas, ograniczony dostęp, pomijanie tego, co w praktyce blokuje zabudowę czy zagospodarowanie. Przy działkach budowlanych to ma fundamentalne znaczenie, bo różnica kilku metrów w szerokości pasa potrafi przesądzić o tym, czy dom da się zaplanować racjonalnie, i wprost wpływa na wysokość wynagrodzenia.
Dlatego w dobrze prowadzonych sprawach akcent kładzie się nie tylko na „czy coś się należy”, ale na dwa równoległe cele: precyzyjne opisanie zakresu obciążenia (mapa, pas, zasady dostępu) oraz uzyskanie adekwatnego wynagrodzenia. W kolejnym kroku przejdziemy do sekcji, która porządkuje najczęstsze mity i nieporozumienia, z jakimi spotykają się właściciele działek na etapie rozmów z energetyką.
Najczęstsze mity w sprawach o odszkodowanie za słupy (i jak wygląda to w praktyce)
W rozmowach z właścicielami działek budowlanych bardzo często wracają te same przekonania. Część z nich wynika z tego, że przedsiębiorstwa przesyłowe posługują się skrótami myślowymi, a część z tego, że temat jest po prostu mało intuicyjny. Warto uporządkować kilka najczęstszych mitów, bo one zwykle decydują o tym, czy właściciel podejmuje działania, czy odkłada sprawę „na później”.
Pierwszy mit to: „Skoro słup stoi od kilkudziesięciu lat, to już nic nie da się zrobić”. Długi okres istnienia urządzeń ma znaczenie, ale sam w sobie nie przesądza wyniku. W praktyce trzeba ustalić, na jakiej podstawie prawnej urządzenia zostały posadowione, czy istnieje umowa lub wpis w księdze wieczystej, czy przedsiębiorstwo powołuje się na zasiedzenie, a jeśli tak – czy ten argument w ogóle może być skuteczny w konkretnej sprawie. W tym kontekście szczególne znaczenie zyskał ostatni wyrok TK dotyczący zasiedzenia w sprawach przesyłowych, o którym wspomnieliśmy wyżej.
Drugi mit brzmi: „Energetyka może wejść na działkę w każdej chwili i robić, co chce”. Przedsiębiorstwo ma prawo utrzymywać i eksploatować urządzenia, ale zakres tych uprawnień powinien wynikać z tytułu prawnego (np. służebności) i nie oznacza dowolności. W dobrze uregulowanej służebności precyzuje się m.in. zasady dostępu, sposób wykonywania prac oraz obowiązek przywrócenia terenu do stanu poprzedniego. W praktyce brak jasnych zasad zwykle działa na niekorzyść właściciela, bo każda interwencja kończy się konfliktem.
Trzeci mit: „Jak podpiszę umowę, to będzie po sprawie, a ja już nic nie odzyskam”. Rzeczywiście, podpisanie niekorzystnej umowy może utrudnić dochodzenie roszczeń, dlatego nie warto podpisywać dokumentów „od ręki”. Jednocześnie nie jest tak, że każda umowa zamyka drogę do jakichkolwiek działań. Istotne jest, co zostało podpisane, czy dokument określa zakres obciążenia, czy przewiduje wynagrodzenie i czy jest zgodny z realnym stanem korzystania z nieruchomości. Zdarza się, że dokumenty historyczne są nieprecyzyjne lub nie obejmują tego, co w praktyce dzieje się na działce.
Czwarty mit to: „To musi być bardzo długa i kosztowna sprawa, więc nie ma sensu zaczynać”. Postępowania dotyczące służebności przesyłu rzeczywiście często opierają się na opinii biegłego i wymagają czasu, ale wiele spraw kończy się na etapie negocjacji, jeśli roszczenia są przygotowane profesjonalnie i poparte materiałem. Co więcej, przy działkach budowlanych odkładanie sprawy bywa ryzykowne, bo problem wraca w najgorszym możliwym momencie: przy projekcie, pozwoleniu na budowę albo sprzedaży nieruchomości.
Jeżeli chcesz, w kolejnej sekcji przejdziemy do krótkiego FAQ (w wersji „pytania, które naprawdę padają”), a następnie domkniemy tekst podsumowaniem i zapowiedzią dwóch osobnych wpisów: o wyroku TK oraz o realnych widełkach kwot wraz z przykładami z orzeczeń.
Jeżeli masz pytania napisz lub zadzwoń do nas lub zostaw komentarz pod artykułem.
